
Z Konradem Makarewiczem, pisarzem, rozmawia Hanna Ciepiela
– Co Pan czytał jako dziecko?
– Komiksy. Najważniejsza była saga o Thorgalu. Dostałem ją od swojego przyszłego szwagra. Miałem wtedy chyba dziewięć lat, a on był studentem. I kompletnie przepadłem. Zbierałem te komiksy, miałem wielką kolekcję. Niestety, z czasem, gdy już sam byłem studentem, musiałem ją sprzedać, bo nie miałem pieniędzy.
– A jak zaczęła się Pana przygoda z pisaniem?
– Byłem u dentysty, kolegi sprzed lat. Gdy leczył mi zęby, opowiadał o swoich ulubionych powieściach fantasy. Kupiłem kilka z polecanych przez niego książek. Przeczytałem. I zacząłem pisać pierwsze opowiadanie, a właściwie pierwszą powieść, której nigdy nie ukończyłem i do której już nie wrócę – takie hard fantasy. Później napisałem kilkanaście opowiadań, aż wreszcie wziąłem się za dłuższą formę.
– Jak Pan pisze? Rano, wieczorem? Z planem czy bez planu?
– Chaos. Nie mam sposobu. Teraz zresztą zrobiłem sobie przerwę w pisaniu, bo mam sesję. Ale gdy piszę, nie mam żadnych rytuałów. Siadam rano i czasem przez cały dzień napiszę tylko jeden akapit. Zresztą rzadko się zdarza, żebym w ciągu dnia zapełnił więcej niż dwie strony. Męczę się przy pisaniu. Oczywiście mam satysfakcję, gdy coś już powstanie, gdy coś mi się podoba. Moim jedynym sposobem na pisanie jest najpierw czytanie tego, co już stworzyłem. Muszę wejść do środka tekstu i wiedzieć, co trzeba zmienić. Czasem sam się dziwię, że ja to napisałem. I poprawiam. Oczywiście ciągłe poprawianie jest trochę niebezpieczne, bo można nigdy nie skończyć. Jakoś to przezwyciężyłem i udało mi się napisać trzy książki.
– Z której jest Pan najbardziej zadowolony?
– Z tej ostatniej „Synowie jednego ojca”.
– W dwóch Pana książkach „Pod powierzchnią” i „Synowie jednego ojca” opisuje Pan inwazję na Ukrainę. Był Pan tam…
– Tak. Gdy zaczynałem pisać „Pod powierzchnią”, moja bohaterka miała być Białorusinką. Ale kiedy rozpoczęła się inwazja Rosji na Ukrainę, poczułem, że muszę tam pojechać. I bohaterką książki stała się Ukrainka.
– Jakie obrazy z Ukrainy Pan zapamiętał?
– Przejechałem wiele miast. Zapamiętałem ludzi. Bombardowania. Alarmy. Powybijane okna. I błąkające się psy, które kiedyś miały domy. Jedni ludzie je porzucają, inni teraz je karmią.
– Nad czym obecnie Pan pracuje?
– Teraz nad książką obyczajowo-psychologiczną i muszę ją skończyć do końca roku, bo tak ustaliłem z wydawcą. Będzie o Gorzowie i archiwiście. Początkowo chciałem napisać o bibliotekarzu, ale ponieważ kiedyś miałem staż w archiwum, wśród kurzu i starych dokumentów, to archiwista i ta atmosfera są mi bliższe.
– Mówił Pan, że ma przerwę od pisania. Co Pan studiuje?
– Psychologię. Myślę, że przyda mi się w pisaniu.
– Dziękuję za rozmowę.
Konrad Makarewicz, pisarz pochodzący ze Starego Kurowa, autor książek: „Najmroczniejsza jesień” (2022), „Pod powierzchnią” (2023) i „Synowie jednego ojca” (2025). W czerwcu 2026 roku spotkał się z czytelnikami w Bibliotece Pedagogicznej Wojewódzkiego Ośrodka Metodycznego.

